czwartek, 13 stycznia 2011

Kot, który siada po ludzku...




Kiedy po raz pierwszy ujrzałam siedzącego "po ludzku" Jożika, byłam pewna, że... połamie sobie kręgosłup. Trzymiesięczne kociątko fajtnęło bowiem niespodziewanie łapkami, zawinęło się jakoś przedziwnie i - usiadło. Z wyprostowanymi pleckami, przednimi łapkami ulokowanymi na łysawym, różowym brzuszku i z filozoficzną minką. Posiedziało, podumało przez chwilę i z nietkniętym kręgosłupem powróciło do normalnego funkcjonowania, a mąż i ja odzyskaliśmy mowę. Mały Jożik siadał potem w ten niezwykły sposób jeszcze parę razy, i z czynności tej szybko wyciągnął naukę: należy tak siadać, bo wtedy wszyscy wokół śmiesznie pokrzykują, rzucają wszelką robotę i z gulgotem, buczeniem lub gruchaniem, które ma uchodzić za pieszczotliwe przylatują głaskać kota.
Mądry kot szybko wykorzystał ten stan rzeczy i zaczął siadać "po ludzku", ilekroć zachciało mu się zwrócić na siebie uwagę. Duża za długo zajmuje się gośćmi? - no to ja sobie siądę tuż pod nogami, gdy będzie niosła wrzącą herbatę. Robi prasowanie zupełnie bez sensu? - to ja sobie usiądę pod samiutką deską, żeby łapać kabelek od żelazka. Po co rozrzuciła znów tyle tych papierów?! Bałagan tylko! Że niby ważne i szuka czegoś? - przesada, siądę sobie na nich, niech mizia po brzuszku, bo od tego jest!
Pewnego dnia kocurek poczuł się naprawdę wyjątkowo zirytowany. Duża i Duży sprzeczali się bowiem dość ostro, zakłócając uwielbiany przez koty ład, porządek i mir domowy. Ponadto znów z jakiegoś, doprawdy niezrozumiałego powodu nie zwracali uwagi na swego rozczochranego pieszczocha, który tym samym poczuł się zmuszony do interwencji. Pozostawał wszak chwilowo poza nawiasem życia rodzinnego, co się nieczęsto zdarzało. Był wykluczony z dyskusji! Nikt nie czuł się zobowiązany do udzielenia mu kilku spokojnych informacji i podrapania za uszkiem!
Gdy więc burza miała sięgnąć zenitu, Jożo usiadł sobie dokładnie pośrodku nas, spierających się małżonków, i podniósłszy mały łepek, odwracał go raz w jedną, raz w drugą stronę, uważnie słuchając tego, kto akurat dorwał się do głosu. Gdy dotarło do nas, że oto mamy między sobą malutkiego, rozczochranego mediatorka, który opierając łapki na brzuszku z uwagą przysłuchuje się naszym wrzaskom, sprzeczka zakończyła się jak ręką odjął. Nie sposób kłócić się w podobnej sytuacji.
Dorosły Jożik już niemal w ogóle nie siada jak kot, tylko zawsze jak człowiek. Grubiutki Czesio, widząc jakie rozczulenie i zainteresowanie otoczenia budzi ta poza, usiłuje ją niekiedy "zgapić". Bez powodzenia. Opływowe, łagodnie rzecz ujmując, kształty sprawiają, że kocurek przewraca się na bok. Polci, mimo kilku prób, udało się powtórzyć sztuczkę raz - z oparciem. Misio natomiast nie próbuje wcale, bowiem tkwi w głębokim, niezłomnym przekonaniu,że i bez tego jest uroczy i absolutnie najpiękniejszy.

6 komentarzy:

  1. No doooobra,powiedz Jożikowi,że dostał mój głos i może już usiąść po kociemu:)))Bardzo lubię czytać o Twoich Kotach/zresztą o wszystkich Kotach/chociaż sama jestem właścicielką owczarki niemieckiej,która twierdzi,że kot to najlepiej siedzi na...drzewie:)))

    OdpowiedzUsuń
  2. Jakbyś była blisko, to Jożik oczekując na głos, skrobałby Cię w łydkę :D
    A Owczarka - cóż, ma prawo mieć własne zdanie ;) Naszemu owczarkowi na widok kota natychmiast włączała się opcja: zlikwidować!

    OdpowiedzUsuń
  3. rozbrajający jest ten kociak :)

    pozdrawiam,
    Paula

    OdpowiedzUsuń