piątek, 22 lutego 2013

Dzisiaj sobie pośpię...

Dla typowej sowy, czyli osoby, która świetnie funkcjonuje nocą, zaś snem sprawiedliwego przesypia świty i przedpołudnia, każdy dzień jest walką. Świat został podporządkowany narwanym skowronkom, sowa musi się w nim odnaleźć, o każdej dobie niewoląc własną naturę i dlatego - choć kocha swoją pracę, kocha naprawdę - pragnie wolnych dni jak kania dżdżu. Nie, aby spełniać w tym czasie jakieś wysoce szlachetne cele. Nie. Sowa całkowicie prostacko i absolutnie nieszlachetnie chce się wyspać.
Niektóre sowy popełniają jeszcze ten błąd, że idą na studia podyplomowe i o ile społeczeństwo generalnie nie szanuje sowich potrzeb, o tyle podyplomówki są już w ogóle bronią wymierzoną przeciw sowom, mającą na celu chyba całkowite ich wytępienie. Studia podyplomowe bowiem w pewnych (na przykład dwumiesięcznych) okresach nie przewidują w ogóle weekendów. Mało tego - w owym czasie morderczego wstawania wymagają jeszcze, by sowy upodobniły się do dzięciołów i zakuwały ile wlezie, chcąc wygrać z podyplomówką i zdobyć zaświadczenie jej ukończenia.
Sowa posiadająca minimum ambicji zamienia się zatem w owego dzięcioła (choć otoczenie zwykło ją raczej postrzegać jako łosia, jelenia a nawet osła) i kuje. Potem, gdy nadchodzi upragniony czas rozdawania dyplomów myśli sobie: o nie! nie pojawię się w sobotę po dyplom, mowy nie ma, możecie sobie na nim zupę ugotować! Ja się wyspać muszę! Odbiorę w innym terminie! - a jadąc na zasłużone ferie do domku sowa myśli o jednym: borze, o borze szumiący, jak ja się cudownie wyśpię!!!

Takimi właśnie radosnymi przemyśleniami rozkoszowałam się, gdy pociąg mknął, a ja zostawiałam za sobą fatalny okres wiecznego niewyspania, sesję oraz czas, gdy nawet okiem nie rzuciłam w kierunku literatury pięknej. Stęskniona, czytelniczo wygłodniała, przewracałam też kartki nowiutkiego thrillera, upajając się perspektywą czytania sobie do oporu, do bladego świtu, a potem spania, spania, spania...



- Dzień dobry!! Już 5.00, położę się tu obok ciebie i troszkę sobie porozmawiamy, a ty mnie pomiziasz za uszkiem. Tęskniłem, wiesz? Eeeeejjjj, śpiochu?? Bo ci uczeszę grzywkę! No, otwórz oczy! Ooo, tu Duża ma oczka, właśnie tutaj, otwórz, bo ja coś nie mogę... - zachęcał Czesławek, przesuwając łapką po moich powiekach i trącając mnie w policzek.
- Taaaa, dbry ktek... śpim...
- Nie, nie, nie śpimy, rozmawiamy, nie masz nic milszego od takich rozmów o poranku, gdy noc wciąż walczy ze świtem. Przytulę się mocniej. Będzie nam ciepluteńko. Wyglądasz na dziwnie poszarzałą na twarzy. Zrobię ci peeling jęzorkiem. Powinnaś doprawdy zadbać o siebie.
- Czśśś... prsze... jszcze filka... Daj Ani pospać. Bry kotek, brrrrr....
- DZIEŃ DOBRY!!! Ach!! Dzień dobry! Urosłem prawda! Patrz, jak pięknie skaczę z parapetu prawie na sam koniec twego łóżka. Hooooopsa!!!! Hooooopsa!!!! Siuuuuup!!!  Cię kooooocham, trrrrrrrrrr, mmmmrrrrrrrr, Boluś kooooocha... Teraz patrz, jak ja skaczę!
Oj, ależ ty jesteś, ja cię kocham, a ty mnie wyrzucasz. Nie chciałem skoczyć ci na głowę! Każdy popełnia błędy! Oj, nie zamykaj drzwi, Duży nigdy przede mną nie zamyka drz...

6.00.
- yyych, yyych, gryrrrch...
- Czesiu, no wiedziałam, że się udławisz moimi włosami. Już nie chcę być czesana. Nie, dosyć. Zamknij oczka i śpimy. No, śpimy. Dobranoc.

7.00
- Słuchaj, musisz wstać, skoro zapomniałaś tych kluczy. Ja już wychodzę. Zamknij się od środka. Tu zostawiam ci moje. Hallo, "czy konie mnie słyszą"??
- YYYhhy, ju... ta... miłego dnia... zmknę, no mówię, papa. Teraz sobie pośpię. Dwidzenia.

7.15
- Miaaaauuuu! Miaaaaaaaauuuuuu!
- Czego TYM razem?!?
- Duży nie dał jeść. Jesteśmy śmiertelnie głodni! Zapomniał widać.
- Dobrze, idziemy. Proszę. Wciągajcie! Misiu??? Miiii - siuuuu??? Chodź jeść śniadanko. No chodź, dobrusie takie...
- Nie jestem głodny, później sobie zjem.

7.25
- Jestem głodny. Dałabyś mi śniadanko??

7.30
- Bo wiesz, ja jadam w łazience. Przyzwyczaiłem się. A przyzwyczajenie drugą naturą kota...

7.38
- Nie wiem, jak ci to powiedzieć, ale nie lubię tych chrupek. Byłem pewien, że dasz mi mięska...

7.40
- Nie żebym chciał cię znowu zrywać z łóżka, ale ja jadam w zielonej miseczce. Tylko w zielonej. Tak się, rozumiesz, przyzwyczaiłem.

7.45
- Bardzo cię przepraszam, ale tkwiłem w przekonaniu, że w tej puszeczce jest więcej galaretki. Gdybyś zechciała dać mi znowu chrupek.

7.47
- Ale mówiłem w łazience...

7.48
- W zielonej miseczce...

7.50
- I naprawdę nie masz innych chrupeczek?? Znalazła się próbka?! O super! Wiedziałem, że na ciebie można liczyć! Cię kocham, mrauuuuu...

7.51
- Łazienka...

7.53
- W zielonej...

7.55
- Cze! Tu Boluś! Zgłodniałem!!

8.03
- TAAAAAK?!?! Słucham!??! Aaa, poczta... Dobrze, już otwieram.

8.25
- Wracamy do łóżeczka, widocznie pan nie miał dla nas przesyłki tylko szedł do kogoś innego. A czemu do nas dzwoni? Od sześciu lat się zastanawiam. Nie musicie tu stać i czekać. Co, Czesiulku? Kuwetka brudna? Dobrze, posprzątamy.

8.45
 - Halo, to ja. Nie, jednak nie śpię. Szukam szufelki. Gdzie ją położyłeś??  Bolek zrzucił kaktusa, rozniósł po całym mieszkaniu ziemię. Nie chce mi się odkurzać. Teraz zmiotę, a odkurzę, jak sobie pośpię.

9.00
- Tak!? słucham! [grrr...] Nie, nie śpię. Rewelacyjnie się czuję. Tak, możesz wpaść. Jak to za godzinkę?! Już za godzinkę?! Czemu za godzinkę?!?! ... Chciałam sobie dzisiaj pospać...


9.05
- H.A.L.O!!!! [uderza głową w wyimaginowany mur] Cześć, mamuś. Tak, dojechałam. Koty w porządku, wszystko w porządku. No próbowałam spać. Że już późno? Jak to późno? Wcale nie późno. Tak, wiem, że ty nie mogłabyś spać do tej godziny i że pracujesz od czterech, ale ja - szczęśliwie - dziś pracować nie muszę. Nie, nie mam potrzeby robienia gruntownych porządków. Dobrze, nie będę wyłącz telefonu... Tak, dobranoc, to znaczy - do widzenia.

9.15
- Raaaaatunku!!!!! Kobieta mnie bije!!!
- Pola, zostaw Cześka!!

9.30
- Nie chcę być czesany!!! I myty!!! Odwal się!!!
- Bolek, zostaw Misia!!!

9.40
- Cześć Aneczko, tak sobie pomyślałam, że pewnie macie też w szkole przerwę, to zadzwonię! Aaaa, ferie macie! To cudownie! Kiedy się spotkamy?? Rozumiem, Boluś zrzucił storczyka, hihihi, dobra, oddzwoń za chwilkę.

9.50
- Dzień dobry, tu kurier...

10.00
- Witam najserdeczniej, kłania się pani opiekun z banku...

10.05
- Cze siostra! Wpadłem jednak wcześniej. Rób kawuchę! Oj... pokaż no się... Coś bardzo, bardzo źle wyglądasz. Eeee, jutro sobie pośpisz!!!

Następnego dnia:

7.00
- Zabierz koty, zamknij drzwi do sypialni, nie dzwoń pod żadnym pozorem, a jak będą dzwonić do ciebie, to mów, że ja żyję, ale śpię. Śpię do odwołania. Nakarm koty przed wyjściem. Listonoszowi nie otwieram. Paczkowemu też nie. Śpię! Nie ma mnie dla nikogo.

7.10
- Czego?!?!?!?! Przecież szybę w tych drzwiach wybijecie?! No jak pragnę zdrowia, trafi mnie coś zaraz!
- Duży znów nie dał jeść! Zapomniał! Mrrrrauuuuuu... Jesteś naszą jedyną deską ratunku, ostoją, pomocą, otwórz te drzwi, tęsknimy...
- Cze! Tu Boluś! Hopsa-hopsa!! Zobacz, jaką sobie śliczną pelerynkę z woreczka skołowałem. Jak batman! Fajna, c'nie?! Wiesz, ten głupi storczyk znów się wywalił. Jestem równie zaskoczony jak ty...


czwartek, 14 lutego 2013

Całej Polsce czyta kot.

Książki zajmują w mirmiłowskim życiu miejsce szczególne. Przeglądając ostatnio nasze albumy i dokumentując na bieżąco rozwój Bolutka zauważyłam, że także koty znakomicie wpasowały się w nasz najukochańszy trend. Najwięcej czyta Czesio. Jego ulubionym autorem jest James Clavell. Tu Czesławek studiuje "Tai-Pana".


Romantyzm angielski nie jest tym, co Czesia fascynuje najbardziej.


Kreacja głównej bohaterki jest nieprawdopodobna. No jak ona mogła wyjść za takiego łachudrę?!


Odmiennego zdania jest Boluś, który zaczytuje się Philippą Gregory...


... oraz kryminałami.
- Ale numer! Jednak babcia jest mordercą!


Nie wierzę, muszę cofnąć się do fragmentów, które jasno na to wskazywały!



A Miś lubi pozycje naukowe.


Po lekturze przychodzi czas na zadumę i refleksję.






A potem na sen.

Najwłaściwszym prezentem pod choinkę są oczywiście książki...


które można czytać razem z Dużą, w ramach akcji "Cała Polska czyta kotkom":

 Książki niosą zabawę...


... i pomagają budować poczucie własnej wartości.
CZYTAJ  KSIĄŻKI  - BĘDZIESZ WIELKI!


*********************************************

Bardzo wszystkich przepraszam, ale musiałam znów ustawić weryfikację obrazkową przy dodawaniu komentarzy. Skrzynkę mailową mam od miesięcy zapychaną "wiadomościami" od bota. Nie daję już rady tego usuwać. Przykro mi i mam nadzieję, że Was to nie zrazi.
Pozdrowionka.

ps.
Przy okazji tematu książkowego, jak zawsze zapraszam na drugi blog "z kartek szelestem" :)

czwartek, 24 stycznia 2013

Ależ tak... BOLUŚ!!!... kochanie.

- Cześć, dzwoniłeś przed chwilą, nie mogłam odebrać. Co tam...
- BOLUŚ!!!
-... się u Was dzieje? Co słychać...
- BOLUŚ!! Zejdź w tej chwili!!!
- ...słychać dobrego??
- Cze... BOLEK! ZOSTAW MISIA! Cześć, ufff, ale jazda. Mó... BOLEK! Zostaw te kwiatki! ...wię ci, jak on szaleje. NIE RUSZ MISIA, ON NIE CHCE BYĆ MYTY! Co to ja chciałem? Aaa, gdzie scho... BOLEK! Wyjdź zza lodówki! No wlazł za lodówkę! Wyłaź w tej chwili.
- Gdzie co schowałam, kochanie?
- Spi... BOLEK, nie podkładaj głowy pod wirujący wentylator!!!! Przecież ci łeb utnie...
- ... i zasypie trocinkami całe mieszkanie. Dowiem się, kochany, co przed tobą ukryłam??
- Spinacze do bielizny. Gdzie one... BOLEK! Nie jedz kleju, łachudro jedna! Próbuję robić dioramę, ale modelarst... BOLEK! ZOSTAW TE PATYCZKI!!! co to ja chciałem??
- Modelarstwo.
- A modelarstwo przy nich jest niewykonalne.

ŁŁŁIIIIIIK!!!!!!! ŁIIIIIIIIIIIIII !!!!! GRRRRRRRRRRRRR!!!!!!!!!!! MRRRRRRRRRRAUUUUUUUUUUUU!!

- Co tam się dzieje, na litość boską?! Świniobicie organizujesz?! Weźże ich gdzieś zamknij, bo...
- BOLEK! nie myj Misia! No tyle razy ci mówię, że jak on się wreszcie odwinie to dostaniesz w tubę aż jękniesz! I nie gryź tego kabla, bo cię prąd piep... walnie!
- ... nie idzie porozmawiać!
- No ale po co ja dzwoniłem?
- A diabli...

ARGHHHH!!! ŁŁŁŁŁIIIIIIK!!!! ŁUP - ŁUP - ŁUP! BRZĘK!

- ...diabli wiedzą. Streszczaj się, Piotruś, bo ja zaraz nie będę mogła rozmawiać!
- BOLEK! nie zaczepiaj Cześka! Czesio, zostaw Bolka! Misiu, jak byś się chociaż raz sam umył, to by cię nie zaczepiał. BOO-LEEEK, wyjdź z kompa w tej chwili!!! No włazi mi bambaryła do rozkręconego komputera, wyobrażasz sobie?! GDZIE. SĄ. SPINACZE!??!?! Pola, sika się do kuwety!!!! SPI-NA-CZE?!?! No i zleciał wreszcie z tej lodówki! Mówiłem ci, nie właź tam! Mówiłem, czy nie mówiłem???!
- Piotruś, dzieci przyszły do biblioteki, nie mogę rozmawiać. Do później. Pa!
- ALE MOJE SPIIIII... cze...BOOOOLEEEEEK!!!!!!



Teraz wiecie, dlaczego blog ma przestoje. Informacje o mirmiłowskim życiu docierają cokolwiek fragmentarycznie.



czwartek, 10 stycznia 2013

Pożegnanie...

Dziś nad ranem pokicała za Tęczowy Most moja najmniejsza i najdłużej ze mną będąca Przyjaciółka - mój uszatek, moja Dziewulinka.
Poczuła się bardzo źle wczoraj wieczorem, zupełnie nagle. Weterynarz i Piotr walczyli do późnego wieczora. Nocą, w domu, Maleńka odzyskała wigor, by wkrótce potem pożegnać Dużego oraz swego wiernego kumpla Misia - i ich opuścić. Odeszła w sposób naturalny, w swojej klateczce, głaskana przez kochającego ją Człowieka.

Żegnaj, moja Malutka, Uszasta Drobinko. Nie pochłaniałaś tyle uwagi co koty, ale byłaś kochana równie mocno. Kto mnie teraz tak przywita jak Ty???

Więcej nie napiszę. Nie mam siły. Nie mogę się pozbierać... Ona mnie kochała, a mnie przy niej nie było.


poniedziałek, 31 grudnia 2012

Noworocznie...

Kochani,
niech nadchodzący Nowy Rok przyniesie Wam zdrowie, radość i pogodę,
a Waszym Zwierzętom moc energii i doskonałe samopoczucie.


środa, 26 grudnia 2012

Sukces ma wielu ojców ??

Święta trwają w najlepsze. Przygotowując śniadanie, instruowałam Polę:
- Nie wolno ruszać rybki. Pamiętaj. Możesz sobie siedzieć przy stole, ale nie wolno z niego jeść. Mądra koteńka, nie ruszysz prawda?
Pola pokręciła kuperkiem i rozsiadła się wygodniej na fotelu, wpatrzona w nakrycia niczym szpak w telewizor. Ma ona zwyczaj, wyniesiony gdzieś z poprzednich domów, by siedzieć niczym gość. Co ciekawe - zaraz na początku naszej znajomości ustaliłyśmy, że siedzieć może, ale nic ponadto. Kot nie je łososia, szynki, roladek. Nie i kwita. I możecie się dziwić do upojenia, ale Pola naprawdę nie zje. Pilnuje niczym brytan, oczy ma jak młyńskie koła, wali łapką bez ostrzeżenia, gdy kto zbliży się do talerzy, ale sama - nie ruszy.
Tym razem też tak było, zjadłam sobie spokojnie, z kotką u boku, i powędrowałam do kuchni podolewać barszczyku. Mąż za mną, Pola zaś została w pokoju w towarzystwie ryby. Wracamy. Kocina wpatrzona hipnotycznie w talerz ani drgnie. Dzielna. Reszta mirmiłowskich obywateli także nie zbliża się do stołu, gdy tkwi na nim jedzenie. Nie wolno. To rzecz święta.
I jedynie dla Bolka nie ma świętości. Choć wychowuje się z nami od 5-tego dnia życia, nie respektuje żadnych zasad, kradnie na potęgę i jeśli nie dokona czynu zabronionego, to tylko dlatego, że przegapi okazję.
Żal mi się zrobiło grzecznej kici i nałożyłam jej na spodek łososia. Gdy tylko talerzyk znalazł się na podłodze, Polcia zrozumiała w lot - zeskoczyła i ... BYŁABY zjadła, gdyby nie pojawiło się natychmiast czterech chętnych na zawartość jej, osobiście wypracowanego, spodeczka. I myślicie, że spróbowali wszyscy. Ależ skąd! Najadł się tylko jeden. Ten sam, który wciąż wychodzi z założenia, że:
- Czesio, Jożo i Misio i tak dobrze wyglądają, więc jeść nie muszą. Na chudych nie trafiło.
- Pola jest już wiekowa, więc przyzwyczaiła się do drobnych wyrzeczeń. Jedno mniej, jedno więcej nie zrobi jej zatem różnicy.
- Siedem miesięcy w życiu kotka (o rety, doprawdy, już siedem??!) to bardzo niewiele. To okres intensywnego wzrostu, zapotrzebowania na wartościowe składniki odżywcze, które trzeba zdobywać choćby poprzez popadanie w kolizję z prawem ludzkim, kocim i moralnym.
- Czasy absurdalnej poprawności politycznej bywają wielce korzystne. "Kradzież" bowiem przestaje być kradzieżą, a staje się "umiejętnością radzenia sobie w trudnych sytuacjach". "Złodziej" nie jest złodziejem, a jedynie kimś, kto "wykorzystuje sprzyjające okoliczności".  
- Kot nie dziecko, wolno mu wszystko. Zwłaszcza niedorosłemu kociaczkowi, niewinności do kwadratu, ustępować należy na każdym kroku, wspomagać jego rozwój, motywować, afirmować, wzmacniać pozytywnie i wychowywać absolutnie bezstresowo.
Co ciekawe, ostatnie prawdy wpoił małemu złodziejaszkowi nie kto inny jak Duży, który - o czym powszechnie wiadomo - nie cierpi, no nie cierpi kotów! A dachowców to już szczególnie! ;)

Jak potoczyły się losy ryby? Ano spoczywa sobie. Na talerzyku spoczywa. Skandaliczne zachowanie najmłodszego odebrało kotom apetyt, zgorszyło, zniesmaczyło, a główny sprawca zamieszania, wciągnąwszy pierwej trzy porcje śniadanka, uznał, że jednak już więcej nie może...

wtorek, 25 grudnia 2012

Mam Kota Prawdziwego.

Na to, iż stałam się posiadaczką Kota Prawdziwego wskazywało wiele faktów. Nauczyłam się jednak jasno je definiować dopiero wtedy, gdy obdarowano mnie w wigilię "Kotem w stanie czystym" Pratchetta. Przeczytałam dzieło w dwie godziny, obśmiałam się setnie i zadumałam głęboko. A potem mnie olśniło. Ależ tak! To jest to! Nareszcie wyłożono przede mną prawdy, jasno określające, co się w moim domu dzieje. Nareszcie odnalazłam klucz, otwierający wrota rozwiązań wielu mirmiłowskich zagadek.
Zaczęło się od tego, że gdy w piątek, przed Bożym Narodzeniem, przekroczyłam próg własnego mieszkania ujrzałam w przedpokoju stworzenie piękne, wręcz magiczne i całkowicie mi obce. Było ono duże, większe od Polci, lśniące, wyraziście pręgowane, smukłe, gibkie, zwinne i oszałamiające elegancją. Spojrzało na mnie migdałowymi oczami, w których jarzyło się szelmostwo i skłonność do awantur. Pikanterii temu spojrzeniu dodawało niewielkie bielmo, pokrywające część jednej źrenicy i przywodzące na myśl łotrzyka - pirata.
Stworzenie pasowało do reszty puchatych mieszkańców Mirmiłowa jak wół do karety. Nie było puchate i stęsknione, nie przytulało się, nie gadało, nie okazywało głębokiej przyjaźni i przywiązania. Najdziwniejsze jednak było to, iż charakteryzowało się ono zdolnością bycia w wielu miejscach jednocześnie, pojawiania się i znikania w sposób niewyjaśniony, materializowania się zawsze w miejscu i czasie, w którym absolutnie nikt by się go nie spodziewał. Ponadto - o borze szumiący - jako ono psociło! Przemieszczało się wyłącznie nad podłogą, zaczepiało, podgryzało, uciekało, goniło, przewracało, pojawiało się w dziurach i szparach, chwytało, gryzło, kradło z talerzy, pochłaniało byle co (nawet przepaskudny, stropianowy ryż preparowany) i myło łapki pod kranem.
Małżonek objaśnił mi, że aksamitnie pręgowany, upiornie niegrzeczny elegant to nie kto inny, jak na moim własnym dekolcie wyhodowany Bolutek Bolusiński, ten sam, którego karmiłam strzykawką, któremu przeciskałam pasztet przez smoczek, i który był uprzejmy wstrzymywać czynności trawienne nawet 9 dni, doprowadzając mnie do stanu permanentnej irytacji.
Ponieważ jestem nieufna i zachowawcza - nie bardzo dawałam temu wiarę. Mój Boluś bowiem kochał z całej mocy, właził na kolanka domagając się smoczka, był słodki, ufny, maleńki, bezbronny i oddany bez reszty. Przepiękne półdiablę natomiast ma z Bolusiem tylko dwie cechy wspólne: ubranko złożone z olśniewająco białego krawacika i skarpetek oraz bielmo na oczku.
Nieprzytomnie rozkochany w owym awanturniku małżonek podarował mi jednak na gwiazdkę Pratchetta i wszystko zaczęło się zgadzać. Straciłam Bolusia, zyskałam Kota Prawdziwego i jedyne, co mi pozostało, to przyzwyczaić się do paru kwestii.

Szybko przekonałam się na przykład, że Bolutek nadal koooocha. Kocha bezgranicznie i nieopisanie, ale tylko wtedy, gdy mu się przypomni. Nie wiedzieć czemu, miłosne oszołomienie (tak wielkie, że graniczące niemal z utratą świadomości) dopada Bolutka zawsze wtedy, gdy człowiek pracuje przy komputerze lub siedzi... No, nieważne, gdzie siedzi. Kocisko włazi wówczas na kolana, a jego oczy zamieniają się w dwie - doskonale bezmyślne - krople roztopionego masła. "Oooooo, tuuuuuuu, tuuuuuu mnie drrrrrap!". I zaręczam - miłość dla się zobaczyć. Boluś zamienia się w nią cały, do ostatniej komóreczki, świat przestaje istnieć i zostaje tylko to barankujące, rozmruczane, rozkochane, obłędne uczucie.
Znika ono jednak jak sen złoty, gdy człowiek usiłuje wstać.Wtedy nasz pręgowany amant zamienia się w wulkan energii, któremu nie towarzyszy jednak erupcja intelektu. Nie, Bolek nie zapowiada się na kota, który pomysłami zmieni świat. To kot czynu (dokonywanego bez myśli przewodniej, na chybił-trafił), przy którym to kocie reszta naszej gromadki przywodzi na myśl laureatów nagrody Nobla.
Interesuje go dokładnie wszystko, jednakoż za owym zainteresowaniem nie podąża refleksja. Weźmy taki strumień wody. Jest ciekawy, szumi i pędzi, zatem Boluś wsuwa podeń łapkę. " - Fuuuuujjjj, paskudztwo! Obrzydlistwo!" Kocina otrząsa ze wstrętem skalaną kończynę i... wkłada pod wodę drugą. Reakcja jest identyczna. Tymczasem pierwsza łapka już wyschła, więc można przy jej pomocy sprawdzić, czy w kwestii wody coś się zmieniło i czy nadal jest mokra... Siedząc na brzegu wanny, Bolutek z żelazną konsekwencją i zaangażowaniem godnym lepszej sprawy, wkłada pod kran raz jedną raz drugą łapkę, otrzepuje je, minę ma jak po degustacji cytryn z solą, pyskuje, narzeka, klątwy rzuca i... niczego się nie uczy, co - przyznaję - nieco mnie martwi. Niezbyt krzepiąca jest świadomość, że odchowało się kocię wprawdzie dorodne, lecz o inteligencji nienachalnej...
Tak czy owak, Bolutka nie sposób nie kochać. Nie istnieje bowiem czynność, przy której by nie pomagał.



Szczególnie dużo okazji do niesienia owej pomocy nastręczyła mu pierwsza Gwiazdka, o której szerzej napiszę już wkrótce...

Póki co - Wesołych Świąt, Kochani. W trakcie najbliższych dni dam znać, czy można upiec żeberka na miodzie bez upieczenia przy okazji kota.