środa, 6 lipca 2016

Taki tam wieczór...

Wieczór. Burza. Wpadamy z Dużym ze spaceru, szybki prysznic, zmiana ubrań. Następnie każde z nas siada do swojego hobby. Ja postanawiam odkurzyć nieco profil na fejsie, Duży postanawia coś tam... Minuty mijają. Czesio się drze.
Sprawdzam kuwetę, sprawdzam miseczki. Sytuacja wydaje się być opanowana, więc rzuciwszy kilka zdawkowych uwag w kierunku rozczarowanego pyzola, wracam do roboty. Czesio - obarczywszy mnie spojrzeniem iście kamiennym - nadal, konsekwentnie się drze, wpatrzony w przestrzeń i ewidentnie analizujący stopień własnego rozżalenia.
Minuty mijają, robię kolację, smażę kiełbaski - Czesio się drze.
Postanawiam już nawet nie wnikać, o co mu chodzi. Drze się od niemal 10 lat, widać tak ma i kwita.
Jem. Czesio nadal piłuje.
Czytam. Czesio drąży.
Wreszcie - milknie na chwilę, a ja słyszę... skrobanie.
I zastygam z kiełbaską na widelcu.
Wołam Dużego. A ponieważ w obecności serwisanta sprzęt zawsze działa bez zarzutu - to, co skrobało, ucichło jak nożem uciął.
Sprawdzam zatem "okienko życia".
Okienko życia to pół metra odsłoniętej szyby balkonowej, tak - wiecie - od podłogi. Gdy leje deszcz, a Boluś zapałęta się na balkonie między kołami od roweru a krzakami pomidorów, to człowiek balkon zamknie, nie wiedząc, że na deszczu pozostaje istota żywa, choć niekoniecznie rozumna. Istocie takiej pozostaje wówczas zapukać w okienko życia i - voila! Jest uratowana. Swego czasu nie mieliśmy okienka życia i taki na przykład Joż spędził ma... - ekhem, nie, nie "majową" - ale marcową noc na dworze. Tak, tak, to przed zimną Zośką.
Niemniej jednak, tym razem okienko pozostawało puste, coś skrobało, a Czesio się NIE darł.
Zaczęły za to podskakiwać drzwi od szafy i gdy je otworzyłam, oczom zebranych ukazał się wielce zdegustowany Joż, którego Czesio natychmiast otoczył opieką i skargą: - Mówiłem, mówiłem, ale znowu mnie nie słuchała!
Trzeba tu oddać sprawiedliwość Czesławkowi, który darł się zawsze, ilekroć zamknęliśmy balkon z kotem nań. Zanim bowiem puchata gawiedź załapała, o co biega z okienkiem życia, też minęło sporo czasu. Dziś powiedzieć mogę jedno: nie rozumiem zamieszania z tym Bolkiem w szafie. Też mam Bolka, mam Joża. I co? Latam z tego powodu do IPN, tworząc historyczne zawirowania? No przecież nie. A mogłabym...

4 komentarze:

  1. HAHAHA:)Ależ się uśmiałam:)))rozdarty Czesio:)))mój Franuś był cichym kotem,ale zdarzało mu się drzeć jak za późno wracałam z pracy,wtedy wszyscy się śmiali ,że mnie opieprza gdzie się tak długo szwendałam:))))

    OdpowiedzUsuń
  2. Jejku, MJirmiłowo ożyło! Jak się cieszę! :)))
    Aniado, ciesz się że się Cześ drze. Moja Ofelia nie raz została zamknięta - lub sama się zamknęła - w szafach, szafkach, łóżku itp. Niestety, ani ona nię nie darła, ani Mała Czarna nie wzywała pomocy dla koleżanki. Zanim się kota namierzy w czeluściach mebli, można dostać apopleksji, palpitacji i zawału.
    Miziawki dla wszystkich ofutrzonych mieszkańców Mirmiłowa
    MB&Ofelia

    OdpowiedzUsuń
  3. Uwielbiam. Uwielbiam od lat. Proszę jeszcze i częściej.

    OdpowiedzUsuń
  4. Uwielbiam. Uwielbiam od lat. Proszę jeszcze i częściej.

    OdpowiedzUsuń