czwartek, 14 maja 2015

Kot morderca.

Bolusiński próbuje mnie zabić. To rzecz dowiedziona. Dziś po raz drugi dokonał zamachu na moje życie ze skutkiem, na szczęście, nieudanym.
Pierwszy raz nastąpił kilka tygodni temu, kiedy to siedziałam sobie na fotelu, pod regałem z książkami i doceniając błogi spokój - tonęłam w lekturze. Bawiący się w okolicy moich pleców Bolutek postanowił nagle dokonać rzeczy niemal niemożliwej i -

nie straciwszy na namyśle niepotrzebnym czasu wiele, 
bo on rzadko kiedy myśli, ale za to chyży w dziele -

odbił się od podłogi, celem ulokowania swej pręgowanej osoby na regale pod sufitem.

Czy wyskok był za słaby, czy trajektoria lotu została wadliwie obliczona, dość powiedzieć, że Bolusiński wystartował, wzleciał i... nie doleciał.
Mignęły w powietrzu białe skarpetki, rozległ się rozpaczliwy miauk, a potem nastąpił przeraźliwy huk, blok zadygotał, ziemia jęknęła, a dobrostan zgromadzony na regale runął w dół, prosto na mnie.
Na mojej głowie i ramionach lądowały, od najwyższych półek począwszy: książki, ciężka mosiężna latarenka, kubek, czasopisma i mnóstwo innych rzeczy, na końcu których, rozpaczliwie uczepiony, znajdował się nieszczęsny futrzany lotnik. JEMU oczywiście nie stało się kompletnie nic (poza tym, że posiusiał się ze strachu), ja zaś kilka dni nosiłam guza, otarcia i siniaki.
Wybaczyłam. Boluś tak ma, że gdy spada, chwyta się dosłownie wszystkiego i powoduje totalną demolkę. Można było się przyzwyczaić. Dziś jednak postanowił ... porazić mnie prądem.

I wylał moją kawę na podłączony do prądu przedłużacz oraz podpięte do niego telefony i tablet. Sprzętowi, na szczęście, nic się nie stało (leżał w pewnej odległości od zalanego przedłużacza i brązowe tsunami go ominęło), niemniej jednak musiałam się solidnie napocić, by odłączyć kable od zalanych po dziurki w nosie kontaktów.

Co Bolutek wymyśli kolejnym razem? Zechce mnie ugotować, skoro smażenie się nie udało??
Dotąd marzyłam o wannie. Dziś - definitywnie mi przeszło. Jestem bowiem przekonana, że kot morderca znalazłby niezawodny sposób, by wrzucić mi do kąpieli na przykład włączoną suszarkę.

6 komentarzy:

  1. Mam takiego wojownika w domu, aż wstyd powiedzieć,że to dziewczynka - powinna być spokojniejsza.
    Może nie dybie na moje życie, ale na swoje na pewno. Wczoraj wpadła do wanny z wodą, a jak kroję
    jej mięso to często łapa jest pod ostrzem noża - nie wspomnę, że książki też leciały z półek.
    Uwielbia myć ze mną naczynia i chlapać się w mocno ciepłej wodzie z pianą. Muszę mieć oczy dookoła
    głowy, bo nie wiem co mojej Bezuni w łebku zaświta.
    Pozdrawiam Ania

    OdpowiedzUsuń
  2. a takie niewinne oczęta ma Boluś....jak to łatwo można się pomylić ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Kot - morderca nie ma serca... A Bolecki przecież ma ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. No coś mu tam puka w okolicy tego, co powszechnie nazywa się sercem. Coś tam się w worku osierdziowym tłucze...

    OdpowiedzUsuń
  5. No coś mu tam puka w okolicy tego, co powszechnie nazywa się sercem. Coś tam się w worku osierdziowym tłucze...

    OdpowiedzUsuń
  6. Czy naprawdę nie możesz częściej pisać, wtedy może Boluś skupi się na mruczeniu przy klawiaturze i skokom oraz wyskokom da spokój? :))
    A spróbuj - mówiąc poważniej, mówić do niego, gadać często i dużo. Nasze kocie nauczyło się odpowiadać, idę z nim na smyczy i gadam, wcale nie przejmując się co o mnie działkowicze myślą. :)) Zwierzęta słuchają, uważnie słuchają. A poza tym, gorąco polecam cudowną książkę "Billy kot który ocalił moje dziecko" Luise Booth. A na moim blogu jest historia w obrazkach (zdjęcia), naszych milusińskich, pies i kot. :) Ciepło pozdrawiam w oczekiwaniu na więcej. :))

    OdpowiedzUsuń