czwartek, 5 lutego 2015

O czytaniu raz jeszcze :)

Czytanie kryminału w towarzystwie kotów to zadanie dla ludzi o mocnych, zaiste, nerwach. Urocze te stworzenia, zwykle demonstrujące całkowitą niezależność i dumę, niekiedy postanawiają bowiem zapałać do człowieka uczuciem.
I tak oto dziś w nocy, w godzinach bardzo późnych i mrocznych, Boluś - dostrzegłszy, że siedzę sobie z książką - postanowił mi głębię swego uczucia okazać. I gdy atmosfera wokół mnie, za sprawą dramatycznych opisów, zaczęła gęstnieć od grozy, gdy zapomniałam kim jestem, gdzie jestem i po co jestem... kotek zapałał!
... morderca czai się w sklepie - ... Boluś wtyka pyszczek w moje ucho...
... morderca przybywa do kancelarii... - ... Boluś jeździ mi ogonem przed oczami...
... morderca za sekundę zaatakuje... - ... Boluś wgniata mi pęcherz w kość ogonową...
... morderca czai się za plecami sekretarki... - ... Boluś strzela mi miłosnego baranka prosto w nos, tańczy chwilę i...
... zasypia... - odpychając się przez sen od mego żołądka
... śpi godzinę... - ... drętwieje mi dosłownie wszystko...
... śpi kolejną... - ... z niewygodny zaczyna mi się robić szaro przed oczami...
... śpi jeszcze kwadrans... - ... tracę czucie we wszystkim poza głową...

Ale oto wszelkie niewygody zaczynają blednąć, zbliżamy się bowiem do punktu kulminacyjnego powieści! Jest coraz mroczniej, coraz bardziej tajemniczo. Staram się zajmować sobą jak najmniej miejsca i nie myśleć o tych nieszczęsnych drzwiach wejściowych, które na pewno zamknęłam... Ale czy zamknięto również korytarz? Czy ta cisza nie jest podejrzana? Aż dzwoni w uszach... Czy nikogo na pewno nie ma za drzwiami? A pod fotelem?? Napięcie sięga zenitu, gdy...

... Boluś z dziko-radosnym kwikiem wyskakuje w przestrzeń, bo oto się obudził!!

Czytelnik umiera. 


10 komentarzy:

  1. Witam,
    bardzo mi się blog podoba :-) Gratuluje kociatych :-) szkoda ,że jednym klawiszem nie można polecić bloga znajomym .. :-)
    pozdrawiam Ruda :-)

    OdpowiedzUsuń
  2. Hmmm... Najwidoczniej klawisz zgubił się podczas remontu. Trzeba go zainstalować raz jeszcze. Pojawi się :)
    Dzięki za dobre słowo!

    OdpowiedzUsuń
  3. Już jest. Zachęcam do testowania :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Czesc Bolusiu :)
    pozd
    Ula

    OdpowiedzUsuń
  5. Popłakałam się ze śmiechu :) Fantastyczne :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Bardzo mi brakował tych opowieści:))

    OdpowiedzUsuń
  7. Nie zostawiaj więcej swoich wiernych czytelników. Czy myślałaś kiedyś napisać książkę o swoich kociakach? Większość książki już masz na blogu.
    Wybierz tylko dodaj trochę narracji gdzie skąd i dlaczego i cudna książka, już jest. Pierwsza do kupienia jestem od razu z dedykacją. :))

    OdpowiedzUsuń
  8. Myślałam. Nawet wysłałam swego czasu do jakiegoś wydawnictwa. Ale potem doszłam do wniosku, że to jest pisanie na siłę. Wolę prowadzić blogi. Zagląda, kto chce. Zwykle sami zyczliwie nastawieni ludzie. Czytelnicy znajdują mnie, a ja nie krzyczę do nich o swoim życiu z witryn księgarnianych. Komentuje, kto chce. Nie ma krytyki - no bo jak się nie podoba, można nie wchodzić. To daje mi swobodę, zapewnia radość. A poza tym - nie czuję się zmuszana do pisania. Umówmy się - nie zawsze jest o czym. Jak kociołki spią cały dzień, to i tematu nie ma.

    Dzięki, że jesteście!

    OdpowiedzUsuń
  9. Nie nie, książka to nie jest pisanie na siłę. Jeżeli ktoś ma taki talent, takie pióro, taką łatwość i lekkość opowiadania, gdzie najzwyklejsze wydarzenia zamieniają się w kolorowe przygody, nie powinien tych darów marnować. Nawet nie wolno. Talentem należy się dzielić. Talent należy wykorzystywać. A jeśli nie ma o czym pisać, to tym lepiej, od czego wyobraźnia?
    Serio mówię, Twoje teksty są dobre jak poranna kawa, odprężają, dodają energii, pozytywnie nastrajają.. Otwórz kawiarnię! ;))

    OdpowiedzUsuń
  10. No tak, moje koty czasem dodają do tego dzikie wyskoki ze wszystkich czterech łap ;-) Do tego niespodziewane skoki i zrywy; moja zona twierdzi, ze nasze koty widza zmarlych... ;-)

    OdpowiedzUsuń